Wielkanoc #zostanmywdomu

W mojej rodzinie nigdy nie było tradycji świątecznych wyjazdów. To moja wina. Dla mnie dom od zawsze stanowił centrum wszechświata. Tak, jestem domatorem. Tak wiem, to jest staromodne. Trudno, skoro lubię spędzać czas w domu, lubię kiedy pachnie w nim świeżym drożdżowym ciastem, lubię zapraszać gości. Dlatego nie będę udawać, że ten czas jest dla mnie jakoś szczególnie trudny. Zwykle jest tak, że czekam na święta przede wszystkim po to, żeby pobyć w domu, w rodzinnym gronie. W tym roku po 4 tygodniach w domu, w gronie najbliższych, chyba jednak wszyscy skrycie marzymy o czymś innym. Zawsze tak jest, że chcemy na odwrót. Pewnie tacy już jesteśmy. Mimo wszystko…

#zostanmywdomu 

Od kilku tygodni organizuję dzieciom czas i przyznam, że nigdy wcześniej nie podejrzewałam, że potrafię być taka kreatywna. Dwa tygodnie temu poprosiłam, żeby przygotowały wielkanocne ozdoby, a po kilku dniach sama dałam się w to wciągnąć, więc teraz mamy tyle świątecznych ozdób, że już dosłownie brakuje nam miejsca, żeby je eksponować! W dodatku wszystko powstało z tego, co już w domu mieliśmy, bo z oczywistych względów tym razem nikt nie pomyślał nawet o wycieczce do sklepu papierniczego, więc nie wydałam na nie ani grosza! Nigdy wcześniej nie byłam dobra w delegowaniu zadań, a teraz, kiedy rano rozdaję dzieciom i mężowi zadania na kolejny dzień, czuję się jak kapitan na statku! Dotąd cierpiałam na syndrom “zrobię to sama, szybciej i lepiej” i na początku kwarantanny, właśnie tak wyglądało moje życie. Jednak z czasem zauważyłam, że dzieciom pomaganie sprawia frajdę, że traktują to, jak ciekawą odskocznię od zdań domowych, którymi zalewa ich szkoła i, że teraz wycieczka do kuchni albo piwnicy po słoik konfitur to eskapada, na którą naprawdę czekają i jestem złą matką, skoro chcę ich w tym wyręczyć. 

Emocje są zaraźliwe, jak…(nie chcę użyć tego słowa). Wystarczy jedna smutna albo poirytowana osoba, żeby skutecznie zatruć atmosferę w całym domu. Zdenerwowanie męża (bo zwolnienia, bo recesja) udzielało się mnie, a w dalszej kolejności dzieciom. Nie wiem jaki byłby tego finał, gdybyśmy nie zareagowali odpowiednio szybko. Nam pomogło odcięcie się od informacji. Dane i statystyki zapisane na żółtych i czerwonych paskach, tylko pogłębiały nasz niepokój i smutek. Najtrudniej było mi przekonać męża, że nie musi bez przerwy mieć włączonego telewizora i śledzić newsów na bieżąco, że wystarczy, jeśli obejrzy wiadomości po śniadaniu. Teraz po prostu słuchamy więcej muzyki i wszyscy jesteśmy spokojniejsi. 

#zostnmywdomu 

Wielkanoc to szczególne święta, ale jakoś zawsze mam wrażenie, że przegrywa z Bożym Narodzeniem. W tym roku, paradoksalnie mamy okazję przeżyć te święta tak, jak na to zasługują, w spokoju, zadumie i nadziei na lepsze jutro.

Więc jeśli bardzo tęsknisz za kimś ze swojej rodziny, weź do ręki, telefon, laptop i zacznij ich wreszcie używać zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. To nie jest to samo co uścisk czy pocałunek, ale wierzę, że uśmiech przesyłany za pomocą obrazu może być tak samo cenny i skuteczny jak ten realnym świecie. Już czas się o tym przekonać.  

Te święta mogą być wyjątkowe. Właściwie już są. Wielkanoc 2020 to święta, które zapamiętamy do końca naszego życia i, o których będziemy opowiadać naszym wnukom. Postarajmy się, żeby mimo wszystko, to były bardzo dobre wspomnienia. 

#zostanmywdomu w tym roku, to nasze największe świąteczne wyzwanie 

Nela 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *