Sprzątanie w czasach zarazy.

Lubię porządek. Lubię, kiedy rzeczy są na swoim miejscu, lubię kiedy wracają na swoje miejsce. Lubię ład na moim biurku i w szufladach. Lubię wiedzieć, gdzie można znaleźć nożyczki, papier do pakowania prezentów i słomki do napojów. Porządek w przestrzeni, która mnie otacza jest gwarancją mojego dobrego humoru i spokoju. Sprzątam po to, żeby w naszym domu było przytulnie i przyjemnie. Nie wierzę w artystyczny nieład. Nie wierzę, że można relaksować się w salonie na kanapie, kiedy podłoga jest brudna albo zlew kipi od naczyń. Po prostu tak mam. Wiem, że są osoby, które mają inaczej, kocham niektóre z tych osób, ale nie jestem w stanie i nie mam zamiaru zmienić swojej natury. 

Od początku epidemii związanej z koronawirusem pojawiły się setki artykułów poświęconych higienie. Nagle wszyscy przypomnieliśmy sobie, jakie znaczenie ma dokładne mycie rąk, jak należy kichać i, że jednorazowe chusteczki są naprawdę jednorazowe, a to znaczy, że ich użyciu powinny lądować w koszu, a nie w torebce albo kieszeni.  I dobrze! Mnie koronawirus skłonił do zastanowienia się nad tym, czy rzeczywiście jestem taką perfekcyjną panią domu, za jaką się uważałam. 

Wiemy, że wirus rozprzestrzenia się przez kichanie i kaszel, ale także przez dotykanie powierzchni zakażonych. Wiemy, że może przetrwać na powierzchni np. mebli od kilku godzin do kilku dni. Wszystko zależy od wilgotności powietrza, temperatury oraz rodzaju powierzchni. A to znaczy, że w tym szczególnym czasie sprzątanie jest związane nie tylko z porządkowaniem przestrzeni i usuwaniem brudu, ale także z dezynfekcją, czyli zabijaniem bakterii i wirusów. 

Lepiej zapobiegać… 

Ta stara zasada nadal obowiązuje, a teraz w czasach pandemii powinniśmy ją traktować nawet bardziej poważnie niż zwykle. Ale co to znaczy zapobiegać? Moim zdaniem chodzi o to, żeby robić wszystko, żeby ograniczyć wstęp wirusa do domu. Jeśli chodzi o mnie, waśnie w tym celu wprowadziłam kilka znaczących zmian: 

  • wierzchnie ubrania nie mają wstępu do przestrzeni, w której na co dzień przebywamy i jemy. Dlatego bardzo dbam o to, żeby zostawiać wierzchnie ubrania w przedsionku 
  • buty zostawiamy najpierw poza domem. Są przed drzwiami tak długo, jak to możliwe i dopiero na noc też lądują w przedsionku
  • w żadnym wypadku nie trzepiemy ubrań wierzchnich w domu 
  • po wizycie w sklepie (w moim domu w tym czasie tylko mąż zajmuje się zakupami) całkowicie zmieniamy ubrania (te, które mieliśmy na sobie podczas zakupów natychmiast lądują w praniu) 
  • myję podłogę w przedpokoju codziennie, jeśli chodzi o podłogę w reszcie domu bez zmian 2 razy w tygodniu 
  • częściej wymieniam ręczniki, wietrzę mieszkanie i pościel 
  • w toalecie najbliżej wejścia są tylko ręczniki papierowe 
  • z bólem serca muszę przyznać, że niestety wróciliśmy do używania foliowych woreczków jednorazowych oraz papierowych toreb (papier jest bezpieczniejszy niż folia)
  • w wyjątkowy sposób traktujemy przynoszone do domu zakupy. Nie stawiamy toreb z zakupami na stole. Zakupy rozpakowujemy w przedpokoju i jeśli to możliwe wycieram każdy produkt kupiony w sklepie, jeśli to jest możliwe niektóre z tych produktów najpierw przez kilka godzin leżą na balkonie, dopiero po tym czasie trafiają do lodówki lub szafki. 

Inne zmiany, które udało mi się wprowadzić, to takie, że robię dokładny jadłospis na cały tydzień i dzięki temu przygotowuję mężowi dokładną listę zakupów.  Zakupy robimy raz w tygodniu. Nie wiem jak nam się to udaje, bo planowaliśmy to już wcześniej, ale chyba chodzi o to, że nie spełniamy wszystkich naszych kulinarnych zachcianek. Jeśli ktoś ma ochotę na popcorn, musi z tym zaczekać do następnego piątku. Da się. 

Mimo że próbuję zachować zimną krew i nie histeryzować, muszę się do czegoś przyznać. Codziennie wieczorem dezynfekuję wszystkie klamki, włączniki i balustradę oraz telefony i piloty do telewizorów. Zakładam jednorazowe rękawice i jestem wtedy prawdziwym pogromcą bakterii i wirusów. Staram się wykonywać to zadanie bardzo skrupulatnie, więc możesz sobie wyobrazić, co czułam, kiedy wczoraj zabrakło mi detergentu. Już miałam pogodzić się z tym, że tym razem moja misja nie skończy się sukcesem i właśnie wtedy odkryłam nowe zastosowanie produktu, o którym już tutaj pisałam. Chodzi o srebro koloidalne. Srebro jest znane ze swoich właściwości antybakteryjnych i antywirusowych. Było używane przez nasze babcie w zapobieganiu i leczeniu wielu chorób przenoszonych drogą oddechową. A w czasach dżumy srebrne sztućce chroniły ludzi, których było na taki stać przed zachorowaniami. Nie zastanawiałam się dwa razy, po prostu przelałam srebro koloidalne do butelki ze sprayem i wykorzystałam je jako produkt do dezynfekcji. Oczywiście na rynku można dostać tańsze produkty, ale jeśli akurat nie masz ich pod ręką, warto wypróbować ten produkt. Pamiętaj, żeby spryskać powierzchnię srebrem koloidalnym, poczekać co najmniej 2 minuty i pozwolić srebru zadziałaś. Dopiero po tym czasie przetrzeć stół albo inne powierzchnie. Nie bez znaczenia jest także sposób, w jaki wycierasz stół. Prawidłowy to taki, który przypomina literę S. 

Jeśli chodzi o podłogę, możesz wykorzystać tańszą mieszankę. Wystarczy roztwór octu i wody. Nie przejmuj się zapachem, ulotni się w ciągu kilku minut. 

Warto jednak pamiętać,  to nasze dłonie najczęściej przenoszą bakterie i wirusy. Obsesyjne sprzątanie i dezynfekowanie powierzchni nie zastąpi częstego mycia rąk. Antybakteryjne i antywirusowe mydło też możesz z łatwością zrobić sama: po prostu dolej do zwykłego mydła w roztwór srebra koloidalnego.

Trzymaj się zdrowo!

Nela 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *