Przyjaźń wśród kobiet.

Skoro dziś jest 8 marca, to ten post nie może być o niczym innym. Tak, tym razem będzie o kobietach. A dokładnie o kobiecej przyjaźni. Wiem, wiem, niektóre z Was już przewróciły oczami. Spotkałam wiele osób, które twierdzą, że przyjaźń między kobietami nie istnieje, że kobiety zazdroszczą sobie nawzajem, są zawistne, plotkują, manipulują i planują intrygi. Te bardziej optymistyczne, przyznają, że można mieć 1 góra 2 najlepsze przyjaciółki, bo 3 to już o jedną za dużo. Może jestem zwyczajnie naiwna, a może po prostu mam więcej szczęścia, ale nie zgadzam się z tym. 

Od lat mam swoje centrum wsparcia kryzysowego. Mam kobiety do których mogę zadzwonić, kiedy dzieje się źle, którym mogę wyżalić się i ponarzekać na to, że jestem zmęczona, że mam kryzys, że denerwują mnie moje własne dzieci, które tak bardzo kocham. Przez lata udało mi się zbudować niezłą grupę wsparcia. Marta jest panią psycholog (bez dyplomu), po prostu zna się na życiu i jest zawsze o krok przede mną. Szybciej wyszła za mąż, szybciej urodziła dzieci i ma do wszystkich spraw, zdrowy dystans. Nie mądrzy się, tylko dzieli się doświadczeniem. Asia jest ekspertem od zadań technicznych. Zawsze wie, gdzie można tanio naprawić auto albo pralkę i informuje nas na bieżąco o wszystkich promocjach w sklepach. Kasia to nasz lekarz domowy. Jest ekspertką od spraw zdrowia, szczególnie dzieci. Jest mamą trójki i wie o dzieciach wszystko.  Ostatnio jest też eksperptem w sprawach szkolnych oraz zajęć pozalekcyjnych. Nieoceniony pomocnik. Nie wiem co bym bez niej zrobiła.

Moje przyjaciółki sprawdzają się w kryzysowych sytuacjach. Przetestowałam je wielokrotnie. Nigdy się na nich nie zawiodłam. Ale dla mnie prawdziwym sprawdzianem przyjaźni nie jest pomoc w biedzie tylko radość z sukcesów, bo właśnie to uczucie jest znacznie trudniejsze. Cieszyć się, że ktoś dostał awans akurat wtedy, kiedy Ciebie wyrzucono z pracy i masz nad głową kredyt. To naprawdę nie jest łatwe. Cieszyć się, że ktoś nie musiał w ogóle brać kredytu, bo rodzice kupili mu dom, podczas gdy ja swój będę spłacać jeszcze 20 lat. Mamy to przetestowane.

Jak udało mi się spotkać takie kobiety?

Myślę, że jest tylko jeden sposób. Najpierw trzeba być taką przyjaciółką, jaką chciałoby się mieć. Cieszenie się z sukcesów koleżanek wcale nie przychodziło mi trudno.  Czasem po prostu przyznawałam się sama przed sobą do tego, że zazdroszczę i starałam się to uczucie zaakceptować. To wszystko wymagało sporo czasu i cierpliwości. A teraz potrafimy razem każdy mały sukces świętować i celebrować. Teraz mogę już spokojnie powiedzieć, że sukcesy moich przyjaciółek dodają mi skrzydeł i motywują mnie do działania. 

Wiecie dlaczego “Seks w wielkim mieście” odniósł taki sukces na całym świecie? Nie dlatego, że pokazywał życie w Nowym Jorku i piękne ubrane zgrabne aktorki. Chodziło o to, że wszystkie podświadomie tęskniłyśmy za taką grupą wsparcia. Każda z tamtych dziewczyn była inna. Inaczej wyglądała, miała inne życiowe cele i inne marzenia. Na czym zatem polegał fenomen tego, że trzymały się razem? Myślę, że chodzi o to, żeby zrozumieć, że nie musimy się we wszystkim zgadzać, nie musimy kopiować swojego stylu, nie musimy pić tego samego i zamawiać tego samego deseru. Możemy być inne i traktować siebie jak inspirację.  

Bądźcie dla siebie dobre. Zaryzykujcie szczerość w przyjaźni. To się opłaca. 

Nela. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *