Poczuć wdzięczność.

O tym jak dobrze jest mieć zdrowe zęby uświadamiamy sobie najczęściej dopiero wtedy, kiedy niespodziewanie wypada plomba. O tym, że naprawdę potrzebujemy nawet starego auta, wtedy kiedy odmawia posłuszeństwa. Tak, to niestety bardzo ludzkie, doceniać coś post factum. Zdaje się, że jest to też bardzo powszechne. Uświadamiamy sobie to szczególnie teraz, w dobie kwarantanny, kiedy tylu rzeczy nie możemy robić. Nagle uświadamiamy sobie, jak to fajnie było mieć blisko kino albo teatr. A przecież chodziliśmy do kina rzadko, a do teatru jeszcze rzadziej, bo przecież ciągle brakowało nam czasu.  Uświadamiamy sobie, jak to dobrze mieć znajomych, z którymi można się spotkać w domu albo w mieście. Jak to dobrze, że istnieją przedszkola i szkoły, które zajmują się naszymi dziećmi, wtedy, kiedy my możemy się skupić tylko i wyłącznie na naszej pracy. 

To bardzo smutne, że zdajemy sobie sprawę ze znaczenia pewnych rzeczy, dopiero w tym momencie, kiedy to tracimy. Jest w tym coś także niesprawiedliwego i niedojrzałego. 

Kobiety, oglądając zdjęcia sprzed 10 lat, wzdychają czasem: „i pomyśleć, że już wtedy ciągle narzekałam, że jestem gruba, że mam dużo zmarszczek”. 

Czasem przekonanie, o tym, że nie doceniając wielu dobrych rzeczy, które nas w życiu spotykają lub traktując to jako oczywistość, przychodzi po latach. Dobre i to! Ale czasem nie przychodzi nigdy i gniuśniejemy na starość, stając się wiecznie narzekającymi emerytami. 

Dzieje się tak dlatego, że wiele wspaniałych chwili, które nas spotykają, traktujemy jako coś oczywistego, a czasem jesteśmy tak zachłanni albo perfekcyjni, że ciągle chcemy więcej i lepiej. Oba podejścia nie pozwalają nam  doceniać tego co mamy już teraz i czerpać z tego radości. Aż wreszcie dobra sytuacja mija (bo wszystko w życiu mija, o tym jestem przekonana) i pozostaje już tylko żal – za dawnymi przyjaciółmi, za zdrowiem, za dziećmi, które budziły nas o 4 rano.  

Kwarantanna i poczucie straty uświadomiły mi, jak wielu rzeczy w swoim zwykłym zabieganym świecie nie doceniałam. A to z kolei skłoniło mnie, do praktykowania wdzięczności. Od kilku tygodni co wieczór, kładąc się do łóżka, dziękuję za kilka dobrych rzeczy, które mnie w danym dniu spotkały.  Na początku dziękowałam za sprawy dużego kalibru. Za to, że mam zdrowe dzieci, że sama jestem zdrowa i za wyrozumiałego męża, z którym mimo licznych zawirowań udaje mi się trwać w małżeństwie. Po kilku dniach stwierdziłam jednak, że codziennie powinnam dziękować za inne rzeczy. Teraz, kiedy kładę się do łóżka, dziękuję nawet za blask księżyca, który danego wieczoru tak ładnie lśni w moim oknie i za firanki, które są akurat takie, jak zawsze chciałam. Zaczynam być wdzięczna za kubek kawy i za działający ekspres, który ją dla mnie co rano parzy. I sama nie wiem, jak to się stało, bo nie stało się przecież nic spektakularnego. Nadal tkwimy wszyscy w domu, nie wygraliśmy miliona na loterii, raczej nie pojedziemy na wakacje, ale od kilku dni mam poczucie, że jestem wielką szczęściarą. Największą na świecie. A w chwili, kiedy to piszę dochodzę do wniosku, że zawsze nią byłam. Tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy. 

Nela. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *