Dieta w izolacji.

Jeszcze tylko jedna kostka czekolady i jeden słony paluszek, później banan. A może jogurt? Najlepiej naturalny, jest najzdrowszy. I garść czekoladowych płatków śniadaniowych. Stało się. Przytyłam. Cóż, można było się tego spodziewać, izolacja sprzyja objadaniu się. Zajadamy stres i często także nudę. Naprawdę łatwo sięgać po niezdrowe jedzenie, kiedy jest na wyciągnięcie ręki. 

Najgorsze jest jednak to, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy także żywienie dzieci wymknęło mi się spod kontroli. Zauważyłam, że same często przygotowują sobie desery, a między posiłkami coraz częściej sięgają po niezdrowe przekąski. Wygląda na to, że naszą ulubioną rozrywką w ciągu ostatnich tygodni są pielgrzymki do kuchni. Drzwi lodówki otwierają się kilkanaście razy na godzinę. Myślę, że te ogromne zakupy w pierwszych tygodniach kwarantanny, do których sprowokowałam męża, były jednak poważnym błędem. Nadal mamy kilka kupionych wtedy puszek i zapas kasz, który powinien nam wystarczyć do grudnia. Tymczasem paluszki, wafelki, ciasteczka i żelki zniknęły w błyskawicznym tempie i tylko zaostrzyły nasz apetyt na więcej niezdrowych przekąsek. Oczywiście, że powinniśmy w ogóle ich nie kupować, ale zakładaliśmy tymczasowość tej sytuacji, a tymczasem wystarczyło kilka tygodni, żeby nasze zdrowie nawyki, odeszły w zapomnienie. 

Tyjemy w izolacji (mąż też narzeka, że ledwo dopina spodnie), bo przecież trudno wydreptać 10 tysięcy kroków spacerując pomiędzy salonem a kuchnią. Dzieci musiały zrezygnować z  zajęć sportowych, a ja z basenu. Sytuacja jest wyjątkowa, ale jednak wolelibyśmy mieć po tej wiośnie jakieś inne wspomnienia niż kilka dodatkowych kilogramów. Dlatego od jutra wprowadzam żywieniowy plan awaryjny. Oto zmiany, które zamierzamy wprowadzić, żeby uratować nas przed otyłością:

  • Na pierwszy ogień, jak zwykle, idzie walka z cukrem. Cukier jest zupełnie zbędny w naszej diecie, wystarczające jego ilości dostarczy nam pieczywo wieloziarniste i warzywa. Już zniknęły z szafek wszystkie słodkie przekąski. Nie wyrzuciłam ich, tylko zaniosłam do spiżarni. Jednak nie jestem idealistką, dlatego wyznaczyłam w naszej rodzinie dwa dni w tygodniu, w których dozwolona będzie jedna słodka przekąska według uznania. Coś mi się wydaje, że odtąd środy i niedziele to będą nasze ulubione dni. 
  • Zamierzam też ograniczyć spożycie mięsa. Myślę, że po prostu częściej będziemy jeść warzywa, szczególnie strączkowe i wprowadzimy do naszego rodzinnego menu więcej ryb. Taka dieta powinna dostarczyć nam odpowiednią ilość białka oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, które wpływają na prawidłową pracę układu immunologicznego. 
  • Oczywiście należy też zadbać o całą armię bakterii zamieszkujących nasze jelita. Dlatego będziemy codziennie sięgali po probiotyki i prebiotyki. A to oznacza, że na naszym stole pojawi się więcej  fermentowanych produktów mlecznych takich jak jogurty, maślanki, kefiry, zsiadłe mleko, kiszonki. 
  • Połowę każdej zjadanej przez nas porcji, teraz szczególnie powinny stanowić warzywa. Powinniśmy ich zjadać ok. 500 gram dziennie! Są niskokaloryczne i wspierają nasz układ immunologiczny. Dlaczego zatem nie zaprzyjaźnić się z warzywami, szczególnie teraz, kiedy ich wybór na straganach i targach jest coraz większy. 
  • Podobnie jest z owocami. Wiadomo, że jagody i borówki nadal są drogie (i wątpliwej jakości), ale przecież zawsze można kupować mrożone, które mają tyle samo wartości odżywczych. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam?  
  • Błonnik – otręby i płatki owsiane. Owsianka to moje ulubione śniadanie. Błonnik pobudza perystaltykę jelit oraz zmniejsza odczuwanie głodu, ale jeśli chodzi o dzieci sprawa jest znacznie trudniejsza…chyba, że upieczemy wspólnie owsiane ciasteczka. 
  • Czy muszę wspominać, że zupełnie rezygnujemy z soków. Woda jest najlepszym napojem. Ułatwia trawienie i usprawnia metabolizm. Na co dzień zaleca się picie 1,5 litra dziennie, ale teraz dietetycy zalecają piecie nawet 2 litrów dziennie. 

Musisz przyznać, że nie są to jakieś ambitne plany. To raczej kilka racjonalnych zasad, których powinniśmy się trzymać na co dzień. Tylko, że teraz wszystko wydaje się nieco trudniejsze, dlatego trzymaj za nas kciuki. 

Nela

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *